wtorek, 27 września 2016

Postępy islamistów w północnej Hamie.

Broń pancerna dżihadystów Ansar al-Din na froncie w płn. Hamie. 



























Miesiąc po rozpoczęciu ofensywy w północnej Hamie frakcje antyrządowe czynią dalsze postępy w walce z siłami rządowymi i zajmują kolejne miejscowości w regionie. Dziś w ręce rebeliantów i dżiahadystów wpadło pięć miejscowości położonych na północny wschód od Hamy. Bojownicy antyrządowi przejęli także pewne ilości sprzętu porzuconego przez prorządowych milicjantów, w tym co najmniej trzy czołgi, wóz bwp i inne pojazdy.

Zdobycie dziś tych wiosek, formalnie rzecz biorąc położnych już za północną granicą prowincji Hama (czyli w Idlib), to kolejne znaczne postępy islamistów w ciągu kilku ostatnich dni. W sobotę 24 września zajęli oni także miejscowość Kubbariyah i silnie ufortyfikowaną wioskę Ma'an, zabezpieczając tym samym wschodnią flankę korytarza do Hamy przed kontratakami armii.

Po trwającym od końca pierwszego tygodnia września przestoju na froncie pod Hamą ofensywa sił antyrządowych w regionie ponownie nabiera rozpędu. Wiąże się to zapewne z włączeniem się do bitwy kolejnych ugrupowań antyrządowych zachęconych postępami dżihadystów Jund al-Aksy i bojowników kilku brygad FSA z początkowej fazy bitwy, gdy zajęto m.in. cztery duże miasta i zbliżono się na kilka kilometrów do stolicy prowincji, miasta Hama. Do prowincji Hama przybyły w ostatnich dniach oddziały z kilku innych ugrupowań rebelianckich i dżihadystcznych z prowincji Idlib oraz Aleppo, w tym jednostki szturmowe z frakcji wchodzących w skład Armii Podboju, która walczyła niedawno pod Aleppo, próbując przełamać oblężenia miasta.

Wraz z przybyciem posiłków operacje bojowników antyrządowych skupiły się bardziej na terenach wiejskich północnej części prowincji niż na głównej osi pierwotnego natarcia w kierunku miasta Hama. Najprawdopodobniej oddziały antyrządowe będą próbowały zająć jeszcze więcej wiosek w północnej części regionu i poszerzyć jeszcze bardziej wyłom w rządowych liniach obrony, nim rebelianccy dowódcy zdecydują się na jakieś poważniejsze operacje dalej na południe, w kierunku stolicy prowincji.


Mapa z postępami sił antyrządowych od początku trwania ofensywy. Kolor zielony - rebelianci, czerwony - siły rządowe.

sobota, 24 września 2016

Nowa ofensywa sił rządowych w Aleppo i kolejne postępy armii w walkach o miasto.

Żołnierz SAA w dzielnicy Ramouseh w Aleppo.


























Nowa ofensywa armii w Aleppo, największym syryjskim mieście, została ogłoszona 22 września, dwa dni po zakończeniu przeszło tygodniowego zawieszenia broni w kraju. Celem ofensywy są wschodnie i południowe dzielnice miasta kontrolowane przez siły antyrządowe.

Wczoraj siły prorządowe rozpoczęły operacje w kilku miejscach, zaatakowane zostały pozycje rebeliantów i islamistów w pobliżu cytadeli w Aleppo w centrum miasta, w dawnym obozie dla palestyńskich uchodźców Handarat na północnych przedmieściach Aleppo oraz w południowo-zachodnich dzielnicach Al-Ameria, Sheikh Sa'eed i Ramouseh (ta ostatnia zdobyta przez islamistów w połowie lata, lecz niedawno odbita w większości przez armię). Ataki oddziałów rządowych zostały poprzedzone i wsparte silnymi nalotami syryjskiego i rosyjskiego lotnictwa na wschodnie Aleppo.

Po stronie rządowej w bitwie o miasto biorą udział oprócz oddziałów syryjskiej armii i rządowych milicji także szyickie milicje z Afganistanu, Iraku oraz Libanu (Hezbollah), a także żołnierze irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji i pododdziały rosyjskiej armii, choć nie wszystkie z wymienionych sił muszą brać aktualnie udział w walkach na pierwszej linii frontu. Po stronie antyrządowej walczą głównie grupy wchodzące w skład koalicji Fatah al-Halab (Podbój Aleppo).

Walki trwają teraz w kilku miejscach w mieście. Postępy zostały odnotowane na wielu odcinkach frontu, natomiast największym zwycięstwem sił prorządowych było odzyskanie dziś przed południem kontroli nad obozem Handarat w północnym Aleppo, co zostało już potwierdzone przez syryjskie MON. Te przedmieścia Aleppo były jednym z głównych punktów zapalnych, miejscem częstych i bardzo zaciętych starć i jak dotąd skutecznie opierały się atakom sił prorządowych, przeprowadzanym głównie przez oddziały palestyńskiej milicji Liwa al-Quds.

Sytuacja w Aleppo (Wikipedia).






poniedziałek, 5 września 2016

Siły rządowe odzyskują teren pod Aleppo i wznawiają oblężenie miasta.

Kompleks militarny Ramouseh zniszczony podczas walk.
Po niemal miesiącu ciężkich i krwawych walk siły antyrządowe broniące kompleksu militarnego Ramouseh na przedmieściach największego syryjskiego miasta, Aleppo, zostały pokonane przez wojska rządowe i sojusznicze milicje. Upadek bazy artyleryjskiej Ramouseh, jednej z głównych zdobyczy bojowników antyrządowych podczas siedmiodniowej, błyskotliwej ofensywy na południowo-zachodnie obrzeża Aleppo z przełomu lipca i sierpnia, wraz z innym stratami terytorialnym w tym rejonie w ostatnich dniach, to potężny cios dla rebeliantów, który już teraz odczuwają. Oblężenie wschodniego Aleppo kontrolowanego przez stronę antyrządową zostało wczoraj wznowione.

Szala zwycięstwa w bitwie o Aleppo, dla podkreślania jej skali i znaczenia nazywanej "matką wszystkich bitew", ogromnym starciu między tysiącami bojowników antyrządowych i prorządowych trwającym już ponad 4 lata, w tym roku zaczęła się zdecydowanie przechylać na korzyść lojalistów wiernych prezydentowi Baszarowi al-Asadowi.
Kluczowym wydarzeniem dla przebiegu tej bitwy było przejęcie w lipcu ostatniej drogi zaopatrzeniowej rebeliantów do Aleppo, podzielonego po połowie między siłami antyrządowymi i prorządowymi. Gdyby ta porażka pozostała bez odpowiedzi ze strony rebeliantów, oznaczałoby to niechybny początek końca rebelianckiego wschodniego Aleppo. Odpowiedzią rebeliantów była jednak rozpoczęta ostatniego dnia lipca ofensywa na południowo-zachodnich obrzeżach miasta, w wyniku której po przełamaniu pozycji rządowych i trwających tydzień walkach rebelianci i dżihadyści zajęli znaczne fragmenty przedmieść miasta, bazę artyleryjską Ramouseh [2] i dzielnice o tej samie nazwie [3] oraz część dzielnicy "1070" [1]. 
Planowana od miesięcy skomplikowana i złożona operacja angażująca dziesiątki grupy antyrządowych, tysiące rebeliantów i dżihadystów, zakończyła się sukcesem. Nowy korytarz do wschodniego Aleppo został otworzony. Po tym zwycięstwie antyrządowi bojownicy stanęli przed kolejnym wyzwaniem - poszerzeniem wyłomu i zabezpieczeniem go przed nieuchronnymi kontratakami armii syryjskiej i sojuszniczych milicji.


Problemy dla bojowników antyrządowych zaczęły się pojawiać po nieudanym ataku na masywny kompleks cementowni w Aleppo z 14 sierpnia[4]. Zdobycie tego obiektu i obszarów wokół niego pozwoliłoby rebeliantom poszerzyć korytarz i zabezpieczyć pozycje na wzgórzach na południe do bazy [5] przed kontratakami armii.
Po tym nieudanym szturmie islamisci stracili inicjatywę w bitwie i już jej nigdy nie odzyskali.
Do 21 sierpnia ciężkie walki trwały na wszystkich odcinkach frontu, lecz rebelianci z powodzeniem odzyskiwali tymczasowo tracone na rzecz armii tereny. Od tego dnia rebelianci zaczęli oddawać stopniowo teren wokół ufortyfikowanych wzgórz [5,6] na południe od bazy Ramouseh. Seria nieudanych kontrataków mająca zatrzymać postępy sił prorządowych na tym odcinku zakończyła się dotkliwymi stratami islamistów, szczególnie w cennej broni pancernej.


Zdobycie wzgórz na południe od bazy Ramouseh pozwoliło armii wyprowadzać z tego miejsca ataki na południowy fragment kompleksu. Wcześniejsze wielokrotne próby zinfiltrowania bazy od północy kończyły się dla prorządowych bojowników bardzo źle. Doskonale broniący się tam dżihadyści skutecznie odpierali ataki na ten fragment kompleksu wojskowego, a atakujący żołnierze ponosili duże straty od pocisków pkk i naprowadzanego za pomocą dronów ognia artylerii i moździerzy.
Pierwszego września armia i prorządowe milicje palestyńskie i irackie, wsparte przez libańskich Hezbollah, rozpoczęły serie potężnych ataków na kompleks Ramouseh od strony północnej i południowej. Po czterech dniach zaciętych starć oraz potężnym ostrzale artyleryjskim i nalotach na kompleks, obrócony po miesięcznych walkach w ruinę, islamiści wycofali się z bazy w kierunku dzielnicy Ramouseh.

Pomimo upadku bazy artyleryjskiej Ramouseh i stracie wielu pozycji na południowo-wschodnim odcinku walk, siły antyrządowe nadal kontrolują fragmenty dzielnicy ''1070'' i dzielnice Ramouseh zdobyte w trakcie pierwszych dni sierpnia. Oba te rejony są jednak nie do utrzymania bez kompleksu militarnego Ramosueh.
Siły rządowe odzyskały dziś kolejne tereny na zachód od wzgórz oznaczonych na poniższej mapie numerami 5 oraz 6 i jeśli utrzymają aktualne tempo postępów, to wkrótce linia frontu może powrócić do kształtu sprzed sierpniowej ofensywy.









środa, 31 sierpnia 2016

Ofensywa islamistów w Hamie trwa. Kolejne miasto zdobyte.

Rebelianci ostrzeliwują bazę lotniczą na obrzeżach Hamy.  























Trzeci dzień ofensywy w Hamie kończy się kolejnym zdobyczami sił antyrządowych. Dziś w ręce rebeliantów i dżiahadystów wpadło kolejne miasto, największe jak dotąd ze wszystkich zdobytych podczas tej operacji, bo liczące przed wojną trzydzieści tysięcy mieszkańców Suran. Oprócz Suran islamisci zdobyli także szereg kolejnych fortyfikacji i checkpointów i teraz przygotowują się prawdopodobnie do uderzenia na alawicką wioskę Ma'an, w której na początku 2014 roku Jund al-Aqsa przeprowadziła masakrę mieszkańców.

Rebelianci i islamiści zajęli dziś miasto Suran, jedno z większych miast w regionie, które po raz pierwszy od początku wojny wpadło w ręce rebeliantów. Sąsiednie miasta zdobyte podczas aktualnej ofensywy, czyli Halfaya i Taybat al-Imam, były już zdobywane i tracone przez islamistów podczas poprzednich ofensyw w północnej Hamie. Ostatnie duże miasto leżące na tej samej osi co wymienione wcześniej miasta to chrześcijańska Maharadeh. Miasto to posiada jednak silny garnizon, który podczas ofensywy w Hamie z 2014 roku skutecznie odpierał potężne ataki dżihadystów, stąd prawdopodobnie nie będzie ono kolejnym celem ofensywy.

Do sił antyrządowych biorących udział w najnowszej operacji w północnej Hamie, nazwanej na cześć jednego z liderów Bractwa Muzułmańskiego, który w 1976 roku zmarł w rządowy więzieniu "Bitwą męczennika Marwana Hadida", dołączyły dziś kolejne grupy zachęcone dużymi postępami Jund al-Aqsy i Jaish al-Izza poczynionymi w trakcie dwóch poprzednich dni walk.
Sham Legion i Ajnad al-Sham wsparły ofensywę nowym siłami, które będą prawdopodobnie próbowały zaatakować miasto Ma'ardas i wioskę Ma'an, o ile oczywiście jutro nie wystartuje kontrofensywa armii ściągającej posiłki do miasta Hama.
Opanowanie wioski Ma'an, odsłoniętej od zachodu na ataki islamistów po opuszczaniu przez rządowych żołnierzy checkpointów i fortyfikacji na autostradzie M-5 na północ od Souran, pozwoliłoby islamistom ochronić flanki przed kontratakami armii i zabezpieczyć siły w utworzonym w kierunku Hamy klinie przed odcięciem.

Wciąż nie jest jasny prawdziwy cel ofensywy islamistów. Miasto Hama z racji swego rozmiaru jest z pewnością poza zasięgiem rebeliantów. Wkroczenie dzisiaj kolejnych grup rebelianckich do walki i wsparcie stosunkowo niezbyt licznych ugrupowań, które rozpoczęły bitwę, może natomiast sugerować, że ofensywa była zaplanowana z nastawieniem na mniejsze zdobycze, natomiast słaby opór obrońców sprawił, że rebelianci postanowili kuć żelazo, póki gorące i zająć jak najwięcej terenu zanim siły prorządowe otrząsną się z porażek i po zorganizowaniu skutecznej obrony rozpoczną kontrataki, do których z pewnością prędzej czy później dojdzie.

Walki w północnej Hamie jak to zwykle bywa wygasły przed zmierzchem, lecz jutro z pewnością zostaną wznowione.

Kolor czerwony - armia, zielony - rebelianci, niebieski - dzisiejsze zdobycze rebeliantów. 


wtorek, 30 sierpnia 2016

Ofensywa islamistów w Hamie. Armia rządowa traci wioski i miasta.

Czołg zdobyty wczoraj przez rebeliantów w Hamie. 
























Siły antyrządowe rozpoczęły wczoraj nową ofensywę przeciwko lojalistom w północnej części prowincji Hama i po dwóch dniach walk oraz przerwaniu pozycji obronnych armii i milicji rządowych przejęły kontrolę nad wieloma checkpointami, wioskami i miastami w regionie.

Rozpoczęta wczoraj operacja przeprowadzana jest głównie siłami będącej częścią FSA grupy Jaish al-Izaah i jednego z najbardziej ekstremistycznych ugrupowań w Syrii obok dawnego Frontu al-Nusra i Państwa Islamskiego, czyli niesławnej Jund al-Aqsy. Zła sława tego ugrupowania bierze się z jego niejasnych związków z IS - wielu członków tego ugrupowania, szczególnie tych szeregowych, sympatyzuje z IS, a samo ugrupowanie odmawia udziału w ofensywnych operacjach przeciwko IS, co było między innymi powodem odejścia grupy z potężnej Armii Podboju.

Atak islamistów poprzedzony ostrzałem artyleryjskim zaskoczył żołnierzy obsadzający checkpointy i ufortyfikowane pozycje na północ od niegdyś dwudziestotysięcznego miasta Halfaya. Bojownicy antyrządowi potrzebowali zaledwie kilku godzin, aby całkowicie przerwać pozycje obronne sił rządowych, zdobyć kilka checkpointów i wiosek broniących dostęp do Halfai, a nastąpienie bez praktycznie żadnego oporu zająć to miasto. Rebelianci i dżihadyści bardzo intensywnie używali artylerii i pocisków ppk (w tym TOW) do zmiękczania pozycji obronnych i niszczenia broni pancernej, tworzyli zasłony dymne mające w teorii utrudnić zadanie rządowemu lotnictwu, a po walkach chwalili się zdobyczami: bronią lekką i amunicją, wozami piechoty, czołgami i pojazdem Szyłka.

Szybka dezintegracja rządowych linii obronnych i tak duża utrata terenu jak na dwa dni walk jest o tyle zaskakująca, że już od wielu tygodni krążyły plotki o planowanej ofensywie w północnej Hamie, a kilkanaście dni temu Jund al-Aqsa bez powodzenia próbowała atakować  pozycje rządowych na innym odcinku frontu w Hamie. Fragment linii frontu na odcinku pomiędzy miastami Suran i Mhardeh (chrześcijańskie miasto zagrożone od wczoraj atakiem rebeliantów) od początku wojny był szczególnie aktywny, bo z tego regionu rebelianci wyprowadzali coroczne ofensywy w kierunku miasta Hama.

Do wieczora dżihadyści i rebelianci toczyli walki z żołnierzami i milicjantami NDF o checkpointy na przedpolach miasta Taybat al-Imam, gdzie został zdetonowany SVBIED (pojazd wypełniony materiałem wybuchowym z kierowca-samobójcą). W nocy walki wygasły, ale rebelianci wznowili dziś ofensywę i po kilku godzinach walk wdarli się do ponad 20-tysięcznego Taybat al-Imam, które również bardzo szybko opanowali.

Bardzo udana jak na razie dla islamistów ofensywa i pierwsze tak duże zwycięstwa w tym regionie od czasu zajęcia Morek w listopadzie 2015 roku znacznie przybliżają islamistów do miasta Hama. Walki na tę chwilę nadal trwają, a sytuacja na polu bitwy wciąż jest dynamiczna.


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Operacja Tarcza Eufratu: islamiści i turecka armia spychają SDF w stronę Manbidż.

Rebelianci w okolicach Dżarbulus. 


























Po  sześciu dniach od rozpoczęcia operacji o kryptonimie Tarcza Eufratu siły islamistów wspartych przez tureckie czołgi i lotnictwo weszły już na około 30 km w głąb terytorium Syrii i kierują się w kierunku Manbidż, niegdyś bastionu Państwa Islamskiego, a dziś miasta pod kontrolą Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Choć prezydent Turcji Recep Erdogan nie ukrywał, a nawet od pierwszych dni ofensywy w Syrii podkreślał, iż Tarcza Eufratu jest wymierzona zarówno w Państwo Islamskie, jak i kurdyjską milicję YPG, filar SDF, to właśnie na tych drugich skupiają się obecnie wysiłki połączonych sił turecko-islamistycznych, które wkroczyły 24 sierpnia na terytorium Syrii. Według informacji z linii frontu na południe od granicy syryjsko-tureckiej, brygady FSA wsparte przez turecką armię (TSK) osiągnęły wczoraj linie rzeki Sajur i po jej przekroczeniu znalazły się około 15 km od Manbidż. Kierunek uderzenia tych sił sugeruje kolejny, po Dżarabulus, cel wspieranych przez Turcję rebeliantów. Manbidż, miasto odbite ogromny wysiłkiem z rąk Państwa Islamskiego po ciężkich, ponad dwumiesięcznych walkach przez oddziały Syryjskich Sił Demokratycznych wspierane przez lotnictwo Koalicji, już wkrótce może stać się areną kolejnej bitwy, tym razem między pozbawioną już wsparcie lotniczego lekką milicją SDF, a dobrze wyposażonymi i uzbrojonymi siłami islamistów wspartymi bronią pancerną i lotnictwem.

Tarcza Eufratu. 
Operacja tureckiej armii i wspieranych przez nią rebeliantów Wolnej Armii Syryjskiej (FSA) rozpoczęła się 24 sierpnia od poprzedzonego ostrzałem artyleryjskim ataku na przygraniczne miejscowości kontrowane przez IS w okolicach Dżarabulus, jednego z większych miast w północnej części syryjskiej prowincji Aleppo opanowanych przez tę organizację. Siły wyznaczone do operacji Tarcza Eufratu składały się kilku tysięcy, wg niektórych źródeł do 5 tysięcy, bojowników FSA (głównie islamistycznych rebeliantów z ugrupowań takich jak Sultan Murad Division, Sham Legion) i stowarzyszony z nią grup (m.in. Harakt Nour al-Din al-Zinki), wspieranych przez 350 tureckich żołnierzy i turecką broń pancerną (czołgi, wozy piechoty) oraz lotnictwo i artylerię. Oddziały rebelianckie skoncentrowane przy granicy z Syrią zostały utworzone z przetransportowanych tam wcześniej bojowników z tzw. "worka Azaz" i rebeliantów z prowincji Aleppo i Idlib. Arabscy bojownicy noszący dla identyfikacji czerwone opaski i rebelianci będący syryjskimi Turkmenami z niebieskim opaskami przekroczyli wraz z siłami tureckim granicę w dwóch miejscach i już pierwszego dnia przejęli kontrolę nad kilkoma wioskami i miastem Dżarabulus. Miasto zostało zajęte praktycznie bez żadnego oporu ze strony bojowników IS, którzy wcześniej się z niego i z okolicznych wiosek wycofali w stronę miasta Al-Bab.

Tego samego dnia amerykański wiceprezydent Joe Biden przebywający z wizytą w Turcji oświadczył, że główna grupa zbrojna wchodzące w skład wspieranych przez USA Syryjskich Sił Demokratycznych, kurdyjska milicja YPG, musi opuścić zachodni brzeg Eufratu i rejon Manbidż, o które toczyła ciężkie walk z IS i powrócić na wschodnią stronę rzeki. YPG to milicja powiązana z walczącą od ponad 30 lat z Turcją kurdyjską organizacją PKK. Przewodzona przez USA koalicja przeciwko IS, główny partner SDF, zadeklarowała również wsparcie dla operacji Tarcza Eufratu, co jeszcze bardziej skomplikowało i tak już pogmatwaną sytuacją w Syrii.

W kwestii opuszczenia przez YPG zachodniego brzegu Eufratu, na co nalegała strona turecka, pojawiło się w kolejnych dniach wiele różnych, często sprzecznych informacji i plotek, 25 sierpnia YPG ogłosiło jednak rozpoczęcie wycofywania swoich sił na wschodni brzeg Eufratu (co miało się zakończyć kolejnego dnia). Na zachodnim brzegu Eufratu miały pozostać inne jednostki wchodzące w skład SDF. Turcja mimo to nadal twierdzi, iż nie wszystkie oddziały YPG zostały wycofane i wciąż informuje o działaniach w rejonie Dżarabulus skierowanych przeciwko YPG/PKK.

Na interwencję sił tureckich i wspieranych przez nią rebeliantów w Syrii, potępioną przez SDF, nie pozostały bierne oddziały wchodzące w skład Rady Wojskowej Dżarabulus (JMC), czyli działającej w ramach SDF koalicji lokalnych ugrupowań (z dużym odsetkiem Arabów; bez Kurdów z YPG; podobne rady powstały dla opanowania i zabezpieczenia miast al-Bab i Manbidż) wywodzących się często z dawnych formacji rebelianckich, które już pierwszego dnia przejęły kilka wiosek opuszczanych przez wycofujące się siły IS. Wieczorem 24 sierpnia awangarda tych sił nawiązała kontakt bojowy z nadchodzącymi z północy islamistami.













Kolejnego dnia starcia między formacjami JMC a wspieranymi przez Turcję grupami islamistycznymi nadal trwały, równolegle jednak obie te strony kontynuowały przejmowanie innych wiosek, które siły IS oddawały bez lub z minimalny oporem. JMC wystosowało w międzyczasie kolejne komunikaty, w których potwierdzało chęć "wyzwolenia" Dżarabulus, a pro-tureckich rebeliantów opisywało jako "najemników", "niczym nie różniących się od ISIS".

Trzeciego i czwartego dnia interwencji siły rebeliantów wspierane ostrzałem artyleryjskim i nalotami poczyniły pewne postępy w walce z grupami SDF, zajmując kilka pozycji i miejscowości, tymczasem grupy działające w ramach będącej częścią SDF Rady Wojskowej Manbidż, m.in. dawne ugrupowanie rebelianckie FSA Jaysh al-Thuwar, zadeklarowały wsparcie i wysłały posiłki dla JMC.

Wczoraj zgodnie z plotkami pojawiającymi się trzy dni wcześniej rebelianci i tureckie czołgi po ostrzale artyleryjskim i kolejnych nalotach rozpoczęły atak na pozycje SDF i przejęły szereg miejscowości na północ od rzeki Sajur. W międzyczasie kurdyjska agencja ANF opublikowała nagranie zniszczenia tureckiego czołgu M60 pociskiem ppk przez bojowników SDF.

Tymczasem pozbawione broni ciężkiej oddziały SDF kontynuowały wycofywanie się na południe, w kierunku Manbidż. Islamiści, zdobywając wioski wcześnie przejęte przez SDF z rąk IS wzięli kilku jeńców i udostępnili w mediach społecznościowych zdjęcia z łupów zdobytych na siłach prokurdyjskich i identyfikatory należące do bojowników YPG. Wieczorem rebelianci osiągnęli linię rzeki Sajur, a dziś rano poczynili dalsze postępy w walce przeciwko siłom SDF.

Cel rebeliancko-tureckiej ofensywy.
Transgraniczna operacja Tarcza Eufratu, która uzasadniana jest przez tureckie władze gwarantowanym przez ONZ prawem do samoobrony (artykuł 51 karty NZ) i rezolucją ONZ dot. walki z IS, jest wymierzona nie tylko w Państwo Islamskie, które faktycznie przeprowadzało ataki terrorystyczne na terytorium Turcji, ale także przeciwko kurdyjskiej milicji YPG, która jest zbrojnym skrzydłem głównej kurdyjskiej partii w Syrii, PYD.  PYD jest z kolei powiązana z kurdyjską organizacją PKK (PYD i PKK są członkami Unii Wspólnoty w Kurdystanie) walczącej od wielu lat z siłami tureckimi na południu tego kraju.

W marcu tego roku PYD i wiele innych stowarzyszonych z nią organizacji ogłosiło powstanie na de facto autonomicznym terytorium w północnej Syrii projektu Federacji Północnej Syrii - Rożawy, regionu federalnego, którego oficjalne siły zbrojne, polietniczne Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF; ich filarem jest YPG) kontynuowały dalszą ekspansję na terenach kontrolowanych przez IS. Siły te za główny cel postawił sobie połączenie się z kurdyjskim kantonem Afrin, dzięki czemu nowo powstały region byłby jednolity terytorialnie. Wiązało się to ze zdobycie terenów kontrolowanych przez IS na zachodnim brzegu Eufratu, w tym znacznego fragmentu granicy syryjsko-tureckiej, a w wyniku tego cała północna granica Syrii znalazłaby się pod kontrolą sił prokurdyjskich.
Tureckie władze odbierają działania SDF i YPG jak ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa Turcji zmagającej się od lat z kurdyjską partyzantką na południu kraju.

Złamanie przez siły prokurdyjskie kolejnych tureckich "czerwonych linii", przekroczenie pod koniec 2015 roku Eufratu i dalsza ekspansja po odbiciu Manbidż w kierunku Dżarabulus, były prawdopodobnie głównymi czynnikami, które doprowadziły do rozpoczęcia tureckiej interwencji.

To właśnie niedopuszczenie do zajęcia Dżarabulus i zablokowanie sił SDF zmierzających w kierunku Afrin stało się priorytetem Turków i wspieranych przez nią islamistów. Sprawa walki z IS, którego obecność przez miesiące Turcja tolerowała przy swojej granicy, czy kwestie tworzenia strefy bezpieczeństwa dla uchodźców o której mowa była jeszcze w 2015 roku, stały się drugorzędnymi celami.
Interwencja Turcji w Syrii była z pewnością efektem jakiegoś porozumienia, konsensusu, zakulisowych rozmów prowadzonych między kluczowym regionalnymi i światowymi graczami i popieranymi przez nich stronami zaangażowanymi w konflikt syryjski i skomplikowaną bliskowschodnią geopolityczną układankę. Te rozmowy między Rosją, USA, Turcją, Iranem, Syrią, wizyty kluczowych polityków w tych krajach miały wpływ na kształt tej interwencji.
Trudno jest przewidzieć, jak będzie dalej wyglądać operacja połączonych sił działających w ramach operacji Tarcza Eufratu, jak daleko na terytorium Syrii wejdzie armia turecka i czy rebelianci będą działać dalej samodzielnie, bez wsparcia tureckich czołgów i lotnictwa.

Scenariuszy rozwoju wypadków jest wiele. Być może do bitwy o Manbidż w ogóle nie dojdzie, a rebelianci zatrzymają się na linii rzeki Sajur i skupia swą uwagą na czymś innym, np. połączeniu się z siłami pod al-Rai i budowaniu strefy buforowej przy granicy. Niewkluczone, że rebelianci skierują swą uwagę na al-Bab, przygotowywanym od miesięcy przez IS do obrony. W innym scenariuszu skupią się później na odblokowaniu okolic Mare. Sami dowódcy rebeliantów podają na ten temat sprzeczne informacje, a niektórzy z nich mówią nawet, że "nie zatrzymają się, dopóki nie dojdą do Ayn al-Islam", czyli nazwanego w ten sposób w 2014 roku przez IS miasta Kobane na wschodnim brzegu Eufratu. Prezydent Erdogan mówił wczoraj, że Turcja będzie kontynuować walkę "dopóki PYD nie zostanie zniszczone", cokolwiek to znaczy.
Dynamiczny i pełen "zwrotów akcji" przebieg konfliktu w Syrii może świadczyć tylko o tym, że żadnego z tych scenariuszy nie można wykluczyć.

Aktualna mapa okolic Dżarabulus. Kolor żółty - SDF, zielony - rebelianci, czarny ISIS. Wszystkie wioski na północ od rzeki Sajur są już pod kontrolą rebeliantów.


środa, 24 sierpnia 2016

Zawieszenie broni w al-Hasace po tygodniu walk sił prorządowych z Kurdami.

Członek Asayish w rządowej części Hasaki. 



























Zawieszenie broni uzgodnione przez stronę rządową i Kurdów zakończyło wczoraj trwającą tydzień bitwę o kontrolę nad miastem al-Hasaka, stolicą prowincji o tej samej nazwie. Walki w tym położnym w północno-wschodniej części Syrii mieście, które ze starć o niewielkim natężeniu przerodziły się w tygodniową bitwę z wykorzystaniem broni ciężkiej i lotnictwa, kończą się bardzo niepomyślnie dla strony rządowej i jeszcze bardziej osłabiają i tak już niewielkie wpływy Damaszku w tej części kraju.

Al-Hasaka to stolica prowincji o tej samej nazwie zdominowanej dziś przez siły prokurdyjskie. Gdy w 2012 roku strona rządowa opuszczała połnocno-wschodnią część kraju, przerzucając wojska na zachód do walki z rebeliantami, nowo powstałe kurdyjskie siły samoobrony zaczęły stopniowo przejmować kontrolę nad tym regionem kraju, polietnicznym, lecz z dużym odsetkiem Kurdów, i ustanowiły tam własną administrację. Obecność wojsk i milicji rządowych w prowincji Hasaka ograniczyła się z czasem do jedynie dwóch miast - al-Hasaki i al-Kamiszli oraz położnych w pobliżu miejscowości. Na chwilę obecną po kilku kampaniach przeciwko IS kurdyjskie YPG kontroluje niemal całą prowincję al-Hasaka.

Choć strona kurdyjska, czy rozpatrując to szerzej i bardziej poprawnie, autonomiczna Federacja Północnej Syrii i Rożawy, nie jest na razie zaangażowana w otwarty konflikt przeciwko władzom w Damaszku i obie strony utrzymują pragmatyczny rozejm, to w przeszłości wielokrotnie dochodziło do starć o niewielkim natężeniu pomiędzy prorządowymi milicjami i siłami prokurdyjskimi w Kamliszi i Hasace, miastach, które są podzielone na strefy kontrolowane przez obie strony.

Również w tym roku dochodziło do takich incydentów, w styczniu w Kamiszli i w kwietniu w Hasace. Starcia tego typu wybuchały głównie na skutek różnych incydentów i sporów na checkpointach, co przy często głębokich animozjach i nieufności pomiędzy wieloma Arabami i Kurdami, efektach dyskryminującej polityki prowadzonej przed wojną przez rząd w Damaszku przeciwko Kurdom oraz osobistych porachunkach i walce o wpływy między liderami i członkami formacji paramilitarnych w mieście, doprowadzało czasami do wybuchów przemocy i starć, zawsze jednak kończonych szybko mediacjami i zawieszeniem broni.

Prawdopodobnie od jakiegoś zatargu na którymś z checkpointów w Al-Hasace rozpoczęły się 16 sierpnia walki miedzy milicjantami NDF i członkami kurdyjskiej policji Asayish. Tym, co odróżniało jednak te starcia od poprzednich, było bezprecedensowe wykorzystanie lotnictwa przez syryjską armię do bombardowania sił prokurdyjskich. SyAAF przeprowadziło od 18 sierpnia kilkadziesiąt nalotów na pozycje Kurdów w mieście. Nad Haską pojawiło się także monitorujące sytuację lotnictwo Koalicji, głównego partnera YPG i SDF, które jednak nie podjęło żadnych działań przeciwko stronie rządowej.

Po tej eskalacji konfliktu walki w mieście wzmogły się i z czasem sytuacja zaczęła się rozwijać coraz mniej korzystnie dla słabszej militarnie w tym regionie strony rządowej, która przeszła do defensywy i w kolejnych dniach zaczęła tracić teren w mieście. Warto tu jednak podkreślić, że walki toczyły się tylko w Hasace. W innych miejscach w kraju gdzie YPG/SDF ma kontakt z siłami rządowymi, czy nawet w okolicach samej Hasaki, np. bazie armii rządowej na górze Kawkab, nie odnotowano żadnych walk. Armia rządowa w prowincji Hasaka przez cały okres starć pozostała w garnizonach.

Na dzień przed podpisaniem zawieszania broni milicje NDF utraciły kontrolę nad znacznym obszarem miasta i stronie rządowej groziła całkowita utrata Hasaki, co byłoby potężną porażką polityczną i ciosem dla rządowej strategii "armii w każdym zakątku kraju", głoszącej konieczność utrzymania obecności sił rządowych w każdym "rogu" Syrii, co wg narracji strony rządowej dodawało legitymizacji rządowi w Damaszku, zapobiegało podzieleniu Syrii czy tworzeniu się państewek kadłubowych i wreszcie umożliwiało Asadowi prezentowanie się jako lider zjednoczonego i suwerennego kraju.

Politycznej i prestiżowej porażce jaką byłoby utracenie już trzeciej (po Idlib i Racce) stolicy prowincjonalnej udało się jednak zapobiec dzięki wynegocjowanemu wczoraj za pośrednictwem Rosjan porozumieniu kończącemu walki w Hasace. Zawieszenie broni przewiduje całkowite wycofanie się sił rządowych z miasta i przekazanie niemal całej Hasaki pod kontrolę sił prokurdyjskich. Strona rządowa zatrzyma kontrolę nad niewielkim fragmentem miasta znanym jako "Security Box", w którym mieszczą się instytucje rządowe. Będzie on jednak kontrolowany przez cywilną syryjską policję.

Po tygodniowej bitwie o miasto terytorium kontrolowane przez rząd w Damaszku zmniejszy się z 25-30% przed sierpniowymi starciami do około 5-10% po ich zakończeniu, jednak rząd centralny nadal zachowa przynajmniej symboliczną obecność w Al-Hasace.

Mapa: sytuacja w Syrii.